POZNAJMY ŚW. FRANCISZKA
Cz. 8. Posłani
Bracia rozchodzili się by nauczać po wszystkich regionach Italii, a ich liczba systematycznie rosła. Za Franciszkiem szli bogaci i biedni, wykształceni i prości, zgodnie z zasadą „u Boga nie ma względu na osobę”. Wszyscy tworzyli wspólnotę opartą na miłości do Ewangelii i szacunku do siebie nawzajem. Obce im były złość, podejrzliwość, obmowa, niezadowolenie. Ci co mogli – pracowali, wszyscy dzielili się z innymi tym, co zdobyli. Nazwali się Zakonem Braci Mniejszych, gdyż praktykowali ascezę oraz pokorę, szukając zawsze miejsc poślednich i podejmując się zadań, które inni uznaliby za upokarzające. Franciszek z eremity stał się nauczycielem. Z cierpliwością i gorliwością kształtował nowych synów, uczył ich jak się modlić, pouczał o świętej prostocie. Szedł po śladach apostołów. Jest często nazywany Biedaczyną, gdyż wybrał ubóstwo jako drogą zbawienia. Bracia samych siebie przeznaczali na ofiarę, nie posiadali niczego poza habitem i miską na jedzenie, zawierzając Bogu troskę o byt. Byli wolni, bo niczego nie musieli pilnować, a nic nie mając nie mogli niczego stracić. Pogardzali wszystkim, co ziemskie, mało jedli i pili, ograniczali rozmowy, przyzwyczajali się do niewygód. Modlili się nieustannie, przestrzegali surowych postów, umartwiali ciało zachowując czystość i w ten sposób pokazywali, jak żyć zgodnie z duchem i literą Ewangelii, zdobywając powszechny szacunek ludu. Chodzili po okolicznych wioskach i miastach, nauczając o pokoju, Królestwie Niebieskim, miłosierdziu, dziękczynieniu, zbawieniu i odpuszczeniu grzechów. Sami ubodzy rozdawali jałmużnę biedakom i odziewali ich zdejmując własne ubrania
Celem przygotowania do pracy misyjnej Franciszek mówił braciom: „Bądźcie cierpliwi w ucisku, pewni, że Pan wypełni swój zamiar i obietnicę. Gdy będą was pytać – pokornie odpowiadajcie; prześladowcom błogosławcie; gdy będą wam zadawać rany i rzucać oszczerstwa – składajcie dziękczynienie, gdyż za to przygotowuje się dla was królestwo wieczne”. Przewidział też czekające ich trudności: „Znajdziemy na początku naszego życia zakonnego słodkie jabłka, nadmiernie smaczne do jedzenia, lecz niedługo potem dadzą nam jabłka mniej smaczne i słodkie. A na koniec dostaniemy jakieś pełne goryczy, których nie będziemy mogli zjeść”.
Po pewnym czasie zapragnął widzieć swoich wysłanników i bez wysyłania żadnych wiadomości, siłą samej modlitwy sprowadził ich z powrotem. Ze względu na rosnącą liczbę naśladowców i powiększający się obszar działania Franciszek nie był już w stanie osobiście nadzorować życia braci. Zwoływał więc okresowe spotkania, tzw. kapituły. Początkowo odbywały się one dwa razy do roku – na Zielone Świątki i na św. Michała. Po kilku latach pozostawiono tylko kapitułę zielonoświątkową, a później zwoływano je co trzy lata.
Na pierwszej kapitule Franciszek ustanowił strukturę Zakonu. Powołał prowincje na czele z ministrami (z łaciny minister znaczy sługa!), a w ich ramach kustodie, zarządzane przez kustoszy. Jak wielkie to było dzieło niech nam zobrazuje fakt, że do r. 1217, a więc mniej więcej po 10 latach działalności, zostało utworzonych 11 prowincji w Italii i 5 zagranicznych! Podczas tych spotkań bracia radzili jak najlepiej zachować regułę i podejmowali wspólne decyzje. Franciszek dawał im ojcowskie napomnienia i wyznaczał braci, którzy mieli udać się do ludu z nauczaniem. Miał jednak świadomość, że charakter Zakonu bardzo się zmienia. Przyszli nowi ludzie, choć oddani Bogu i gorliwi w głoszeniu Ewangelii, to jednak nie była to już ta sama zżyta gromada pogodnych wagabundów sprzed kilku lat. Zdał sobie sprawę, że potrzebuje większego oparcia w potężnej instytucji Kościoła. Za opiekuna wszystkich klasztorów obrał sobie biskupa Ostii – Hugolina, gdyż znalazł w nim pokrewną duszę i wiedział, że w przyszłości zostanie on papieżem Grzegorzem III. Biskup wystarał się o bullę papieską, w której potwierdzał, że Bracia Mniejsi są dobrymi katolikami, szerzącymi jak apostołowie słowo Boże za zgodą władzy papieskiej. Hugolin wziął udział w kapitule 1218 r., z pełną pokorą, pieszo i boso wkraczając do Porcjunkuli.
Bardzo ważna dla rozwoju Zakonu była kapituła w r. 1219, zwana rogozianą (od rogoży – wyplatanych z gałęzi szałasów, gdzie mieszkali uczestnicy). Zgromadziła ona ok. 5000 braci i choć nie poczyniono wcześniej żadnych przygotowań ani zapasów, dzięki pomocy miejscowej ludności, możliwe było wyżywienie tak licznego zgromadzenia. Obradowano przez 8 dni, a wśród zebranych był św. Dominik z siedmioma współbraćmi. Zafascynowany dziełem Franciszka i stylem życia jego braci zaproponował połączenie obu zakonów, ale Franciszek odmówił. Chciał iść własną drogą.
Franciszek rozpoczął spotkanie słowami: „Obiecywaliśmy rzeczy wielkie, ale o wiele większe są te, które nam obiecał Bóg. Czyńmy zatem to, cośmy obiecali, a na pewno doczekamy tego, co On nam obiecał. Rozkosz trwa krótko, kara jest wieczna; cierpienie umiarkowane, chwała zaś bez końca. Wielu jest wezwanych, nieliczni są wybrani, do wszystkich należy zapłata”. I znowu rozesłał swoich synów po dwóch w różne strony świata. Bernard i Idzi poszli na zachód, śladem św. Jakuba; Jan z Penne skierował się do Germanii, Eliasz do Ziemi Świętej, inni do Węgier, Benedykt do Grecji, a Franciszek zostawił sobie misję we Francji. Napomniał go jednak biskup Hugolin, aby nie opuszczał Italii, zatem pozostał na miejscu a w jego miejsce udał się brat Pacyfik.
Franciszek działał śmiało i z rozmachem, bo wiedział, że jego dzieło będzie ogromne. Miał bowiem sny prorocze, w których widział rzesze ludzkie zmierzające ku niemu. Cieszył się z tego bardzo, ponieważ pragnął, aby wszyscy byli zbawieni. Tym razem wyprawy były lepiej przygotowane, a misjonarze wyposażeni w tekst bulli, która dawała im ochronę wszystkich dostojników Kościoła.
Ewa Derkowska-Rybicka
Bractwo Toruńskich Belenistów




